Wkroczenie wojsk tureckich do irackiego Kurdystanu.

2 lata temu (05 grudnia 2015)

Wkroczenie regularnych wojsk tureckich do Autonomii Kurdyjskiej w Iraku to dla mnie kompletne zaskoczenie. Tak, wiem, że KRG pozostaje w bardzo dobrych relacjach z Ankarą. Wiem, że suwerenność irackiego Kurdystanu to głównie zasługa Turcji, która skupywała i skupuje od Kurdów ropę nie przejmując się zbytnio protestami szyickiego rządu w Bagdadzie, który to stracił swoją działkę z biznesu. Postawię śmiałą tezę, że Turcji wielkiej różnicy też nie robiło kto kontrolował(uje) pola roponośne pod Kirkukiem. Czy to ISIS czy KRG ropa i tak „płynęła” cysternami do Silopi.

KRG też jakoś specjalnie nie oponował jak Turcy bombardowali bazy PKK (Partia Pracujących Kurdystanu – tureccy Kurdowie) w górach na pograniczu Turcji i Iraku. Ogólnie KRG (Kurdish Regional Goverment) to fenomen jeśli chodzi o relacje międzynarodowe. Okej, uzasadniony ale nadal fenomen.

Wracając do meritum autentycznie dłuższą chwilę główkowałem o co chodzi. Powiedzmy, że ja przyjmuje iż Turcja wspiera Kalifat na płaszczyźnie walk z YPG; w Iraku już takich interesów nie ma. Na pewno nie zakładam jakoby ISIS i Turcja to była jakaś jedność. Jest to twór zbyt zideologizowany i za dużo państw i służb w nim partycypuje aby Turcja miała rolę władczą.

Więc sumarycznie na ten moment jedyne sensownie uzasadnienie dla mnie to chęć przywrócenia ISIS traktu Mosul – Rakka, który został przecięty przez Peszmergów 2-3 tygodnie temu po zajęciu Sindżaru. Powstaje pytanie dlaczego drogą polityczną tego nie dokonała jeśli Turcji na tym zależało? Może Kurdowie oponowali? Może Barzani (prezydent irackiego Kurdystanu) powiedział „dość!”?

Jak na razie mamy za dużo znaków zapytania, a oczywiste tezy są dla mnie za mało oczywiste. Czekamy na rozwój sytuacji. Turcy rozstawili się w Niniwie więc faktycznie właśnie tam gdzie trwały w ostatnich półroczu najcięższe walki między ISIS, a Peszmergami o Sindżar.