Gdzie zachodzi kurdyjskie słońce, a wschodzi szyicki półksiężyc

6 miesięcy temu (29 października 2017)

W przededniu nowej wojny na gruncie religijnego ekstremizmu i nacjonalizmu

Tekst pierwotnie powstawał przed wybuchem wojny między rządem w Bagdadzie, a rządem kurdyjskiej autonomii w Erbilu (7-14 dni przed). Zdecydowałem, że pozostanie analizą sprzed rozpoczęcia działań zbrojnych i jedynie zostanie uzupełniony epilogiem o tym jaki los spotkał Tuz Chormatu. Poza zachowaniem dotychczasowej pracy da też czytelnikom możliwość weryfikacji postawionych tez.
Obrobione zdjęcia w wysokiej jakości ubarwią tekst około 10 listopada.

wp-1509269217713..jpg

Wstęp

Wąskie, typowe dla bliskowschodnich miast uliczki, poprzecinane barykadami i betonowymi barierami. Na posterunkach stoją ubrani w rządowe mundury policjanci. Mają sprawiać złudzenie, że w mieście jest normalnie. Nie jest. Nie mają tutaj żadnej władzy.

Zakładamy nasze podróżnicze plecaki i kierujemy się w stronę wojskowego posterunku kurdyjskiej peszmergi.

Peszmerga – dosłownie „ten co patrzy śmierci w oczy”, określenie oznaczające kurdyjskich bojowników. Obecnie oficjalna nazwa wojsk irackiego Kurdystanu.

Kurdowie wyraźnie i stanowczo odradzają nam dalszy marsz, ostrzegają o czyhającym zagrożeniu po drugiej stronie. Jesteśmy zdecydowani. Po kilku minutach rozmowy zauważają, że nic nie wskórają. Odpuszczają. Dalej idziemy już na własną odpowiedzialność, nikt nam nie pomoże za kolejną barykadą. Sporadycznie przejeżdżające auta sugerują, że jednak ludzie przemieszczają się miedzy podzielonymi dzielnicami ignorowanego przez wielkie media miasta. Za kolejnymi betonowymi ścianami z namalowanymi flagami Iraku i Hashid al-Shaabi czekają z jednej strony, zszokowane i delikatnie zdystansowane, wręcz lekko wystraszone spojrzenia, z drugiej tak ciekawe przybyszy, iż po chwili zostajemy otoczeni miejscowymi, ubranymi w czarne eleganckie stroje mężczyznami.

Al-Hashd al-Shaabi – nazwa ta wielokrotnie przewinie się w tym tekście i zostanie znacznie precyzyjniej wyjaśniona. Powszechnie używana jest forma skrócona do „Hashd/Hashid”. Jest to zbiór różnych ugrupowań, głównie silnie zideologizowanych na gruncie szyickiego Islamu, zjednoczonych na bazie wygłoszonej w czerwcu 2014 roku Fatwy (opinia w kluczowych sprawach najwyższych islamskich duchownych) wzywającej do dżihadu przeciwko Państwu Islamskiemu przez najwyższego religijnego przywódcę w Iraku, wielkiego Ajatollaha – Ali as-Sistaniego. Nad niektórymi formacjami wchodzącymi w skład Hashid ogromny wpływ, a według niektórych nawet pełnię kontroli posiada Iran.

Dostajemy w dłonie herbatę za herbatą – w szyickim islamie w dziesięć dni poprzedzających Aszurę na ulicach pojawiają się na każdym kroku szyickie flagi z podobizną Ali Husajna i stanowiska z ludźmi rozdającymi wszechobecny na Bliskim Wschodzie czaj (herbata) i nierzadko też posiłki. Powinny one towarzyszyć głównie na drodze pielgrzymek do trzeciego najświętszego miasta (po Mekce i Medynie) w szyickim Islamie – Karbali, ale obecnie tradycyjnie można je znaleźć praktycznie wszędzie.

Aszura – najważniejsze szyickie święto odbywające się 10-tego dnia pierwszego miesiąca islamskiego kalendarza. Upamiętnia męczeńską śmierć wnuka proroka Mahometa – Ali Husajna roszczącego sobie prawa do bycia prawowitym władcą kalifatu. Od tego wydarzenia rozpoczyna się podział Islamu na sunnizm i szyizm.

Po tej stronie znacznie łatwiej spotkać kogoś ze znajomością perskiego niż angielskiego więc naturalnie zadajemy pytania czy ktoś ów język zna. Nie musimy długo czekać na reakcję. Tak jak bez trudu natrafiamy na osoby biegłe w perskim, tak i spotykamy się z bardzo wymowną reakcją starszego pana wielokrotnie nas zapewniającego, że żadnych Irańczyków tutaj nie ma. Wymowna gdyż o to nie pytaliśmy…

Sielankowa atmosfera zostaje szybko przerwana przez „smutnego” pana wykonującego jednoznaczny telefon. Nie mamy prawa się stąd ruszać i mamy czekać. Miejscowi nas zapewniają, że to dla naszego bezpieczeństwa, że wszystko jest w porządku. Do następnego dnia znikniemy na komisariacie. Zostaniemy wyrzuceni do kurdyjskiej części, ominie nas świętowanie Aszury. Ale wrócimy…

To będzie opowieść o niedużym miasteczku na drodze łączącej Kirkuk z Bagdadem. Tuz Chormatu zostało podzielone barykadami wzdłuż granicy religijnej i etnicznej. Po jednej stronie są sunniccy Kurdowie, po drugiej szyiccy Turkmeni, „między” nimi mieszkający po obu stronach bezbronni sunniccy Arabowie. Co doprowadziło do tego, iż Tuz Chormatu, bo tak nazywa się „bohater” tego artykułu jest obecnie najbardziej zapalnym punktem w konflikcie między kurdyjskim rządem w Erbilu, a iracką władzą w Bagdadzie?

Referendum niezgody

Kurdyjskie dążenia do niepodległości jeszcze nigdy nie były tak bliskie realizacji. Media na całym świecie bogato relacjonowały referendum w Irackim Kurdystanie z 25 września 2017 roku skupiając się na niesamowitej i rzadko spotykanej euforii jaka ogarnęła wówczas Kurdów. Faktycznie nie brakowało pytań o podstawy przyszłej niepodległości i o zagrożenia wynikające z reakcji państw ościennych jednak Kurdowie sprawiali i nadal sprawiają wrażenie nie do końca świadomych sytuacji w jakiej się znaleźli. Odrzucają od siebie wizję porażki jak już to robili wielokrotnie w swojej historii. Wielokrotnie również boleśnie przeliczając się co do swoich możliwości…

Jednak tym razem wiele wskazuje na to, że to nie Turcja i nie Iran uderzą w pierwszej kolejności. Ci główni przeciwnicy kurdyjskiej niezależności, słusznie obawiają się, że niepodległość jednej składowej mitycznego Kurdystanu może stać się puszką Pandory – mianowicie idea zjednoczenia Kurdystanu może stać się realną wizją w głowach młodych Kurdów implikując znacznie bardziej zdecydowane działania i na płaszczyźnie politycznej i z bronią w ręku. Turcja i Iran mogą zamknąć granicę, mogą wstrzymać wymianę handlową z Kurdystanem, mogą wywierać polityczne naciski dążące do izolacji autonomicznej republiki, mogą straszyć przygranicznymi militarnymi ćwiczeniami ale niewiele wskazuje na to jakoby miało dojść do fizycznej zbrojnej interwencji – byłoby to zbyt duże ryzyko na arenie międzynarodowej. Tym bardziej, że w Irackim Kurdystanie funkcjonują firmy z całego świata, w tym także właśnie ze wspomnianego Iranu i Turcji. Utrata ekonomicznych więzi w dłuższej perspektywie byłaby niekorzystna dla wszystkich. Znacznie bardziej efektywne może się okazać działanie pośrednie przez doświadczone w bojach i dobrze uzbrojone zideologizowane na gruncie szyickiego islamu bojówki powstałe na bazie wojny z Państwem Islamskim – Hashed al-Shabi. To one, będące z jednej strony mocno uzależnione od Iranu (w mniejszym stopniu od Turcji), z drugiej posiadające sporą autonomie działania i będące liczącą się siłą samą w sobie, mogą zdeterminować przyszły bieg wydarzeń i zainicjować konflikt na szerszą skalę między kurdyjska władzą w Erbilu, a iracką w Bagdadzie.

Najbardziej zapalnym punktem może stać się wspomniane wcześniej Tuz Chormatu. W trakcie trwania wrześniowego referendum, większość mediów skupiona była na Erbilu gdzie całość wydarzeń przebiegała w atmosferze totalnej euforii. Tymczasem w Tuz Chormatu sytuacja była napięta do granic możliwości. Referendum odbyło się wyłącznie na terenach pod kontrolą kurdyjska czyli, bezdyskusyjnie, terytorialnie i demograficznie w mniejszej części miasta. Co więcej w przededniu wyborów szyici otworzyli ogień w kierunku kurdyjskiego samochodu, w wyniku czego śmierć poniosła jedna osoba, a jedna została ranna. Dzień później ostrzelano także budynek najpopularniejszej wśród lokalnych Kurdów partii PUK.

PUK – Patriotyczna Unia Kurdystanu, partia z siedzibą w Sulejmaniji. Jej wieloletnim przywódcą był zmarły ostatnio (oficjalnie 3 października 2017 roku aczkolwiek pojawiają się głosy, że zmarł wcześniej i utajono jego śmierć o kilkanaście dni aby nie wpłynęła na przebieg referendum) Dżalal Talabani. PUK ma realną kontrolę nad częścią Peszmergi. Druga część „przynależy” do PDK (Demokratyczna Partia Kurdystanu), której siedziba znajduje się w Erbilu. Jest to wieloletni podział, który w latach ’94 – ’97 wyeskalował do otwartej wojny domowej między zwaśnionymi kurdyjskimi frakcjami.

Strona szyicka tłumaczy, że zdarzenia te były poprzedzone kurdyjskimi prowokacjami. Jako dowód podaje, iż rodzina zabitego żołnierza nie zgłosiła nigdzie sprawy świadoma prowokacyjnego charakteru incydentu. To typowy bliskowschodni sposób argumentacji wzbudzający bardziej zażenowanie i politowanie aniżeli zaufanie. Co do samego zajścia Kurdowie twierdzą, że wina w całości stoi po stronie szyickiej, lecz nie decydowali się na akcje odwetowe, tłumacząc to chęcią doprowadzenia referendum do końca.

Faktycznie „szyici” to pewne uproszczenie odnoszące się do strony rządowej miasta pod kontrolą tamtejszych Turkmenów. Sami Turkmeni wpierw podkreślają swoją religijną tożsamość, a dopiero na drugim miejscu (czasem równolegle) narodową. W przeciwieństwie do Kurdów, u których prawie zawsze pierwszorzędna jest ich kurdyjskość. Warto też rozwinąć kwestię irackich Turkmenów. Jest to naród nie posiadający żadnego bezpośredniego nawiązania do turkmeńskich Turkmenów. Na Bliskim Wschodzie na obszarach zdominowanych przez Kurdów, Persów czy Arabów mniejszości ludów turskich (lub tureckich lub tureckojęzycznych – występują różne kwalifikacje) definiują same siebie dla podkreślenia etnicznej odrębności jako Turkmeni. W Iraku w zależności od obszaru występują w prawie idealnej proporcji 50/50 Turkmeni tak i sunniccy jak i szyiccy. Zamieszkują w uproszczeniu pas będący na swój sposób rozgraniczeniem między Kurdami i Arabami. Reasumując iraccy Turkmeni to lud pochodzenia tureckiego posługujący się dialektem języka tureckiego.

Jaka jest prawda? Obie strony prowadzą wojnę informacyjną i w rzeczywistości do każdej wiadomości należy podchodzić z dystansem. Natomiast oszacowując wartość zasłyszanych opowieści należy mieć w pamięci, że o ile Kurdom wielokrotnie wytykano nadużywanie władzy, korupcję, bezczynność w obliczu zbrodni bojowników „Kalifatu”, a czasem wręcz pośrednim korzystaniu na nich (szabrownictwo) o tyle zarzuty w kierunku Hashed (precyzyjniej niektórych ugrupowań wchodzących w jego skład) są zdecydowanie ostrzejsze i lepiej udokumentowane – masowe czystki etniczne wraz z mordami i grabieżami na sunnitach. Na wojnie nie ma świętych ale są ci mniej i ci jeszcze mniej święci.

Dawno, dawno temu…

Jak opisują niektórzy mieszkańcy, przed upadkiem władzy Saddama Husajna Tuz Chormatu było jednym z najspokojniejszych miejsc w Iraku, gdzie Turkmeni, Kurdowie i Arabowie żyli w zgodzie. Idylliczny obraz tamtych lat obecnie ciężko sobie wyobrazić, lecz faktycznie nietrudno spotkać tu osoby pochodzące z mieszanych związków. Oczywiście władza Saddama to była dyktatura monopartii partii Baas, w której uprzywilejowaną pozycję posiadali będący w mniejszości sunniccy Arabowie. Nie pozostawało to bez echa wśród Kurdów i Turkmenów ale aby dokładniej zrozumieć skąd pojawiła się wzajemna daleko idąca wrogość musimy zajrzeć daleko w głąb irackiej historii…

Partia Baas – panarabska partia o profilu lewicowo – nacjonalistycznym. Pierwotnie dążyła do stworzenia jednego, zjednoczonego arabskiego państwa. Po fiasku tej idei rozbiła się na lokalne ugrupowania – najważniejsze w Syrii gdzie jej kontynuacją jest rząd Baszara Asada i w Iraku gdzie u steru stanął Saddam Husajn.

Zacznijmy od tego skąd u starszych mieszkańców po szyickiej stronie występuje znajomość języka perskiego. Z jednej strony chodzi oczywiście o relacje na gruncie religijnym, w końcu to Iran jest najbardziej liczącym się państwem szyickim, z drugiej jest to efekt krwawej, trwającej w latach 1980 – 1988, wojny iracko – irańskiej. Wojna, której celem było obalenie nowej irańskiej władzy powstałej w wyniku Islamskiej Rewolucji i zajęcia etnicznie arabskich ziem na południu Iranu, nieprzypadkowo bardzo bogatych w ropę, zaczęła w niektórych aspektach przyjmować wymiar wojny religijnej. Już na samym jej początku Saddam Husajn zdecydował się wygnać z Iraku wszystkich szyickich Irańczyków co stało się pretekstem dla Iranu do spotęgowania w swojej propagandzie religijnego wymiaru wojny obronnej. Jednak wraz z przedłużaniem się konfliktu prześladowania zaczęły dotykać też wielu innych irackich szyitów będących w Iraku większością. W Tuz Chormatu poznaliśmy przynajmniej 4 osoby, które spotkał taki los. Jakakolwiek działalność polityczna, a już na pewno z nutką religijną, skazywała na banicję. Religijni uchodźcy wrócili do swoich domów dopiero po obaleniu Saddama… Co bardzo ważne w dalszej opowieści wśród wielu arabskich sunnitów dominuje do dzisiaj pozytywny sentyment do czasu władzy ówczesnego dyktatora.

Bezpośrednim skutkiem przegranej przez Irak wojny z wschodnim sąsiadem była inwazja na Kuwejt, która to zakończyła się kontrreakcją wojsk utworzonej koalicji w ramach operacji „Pustynna Burza”. Pomimo, iż wojska Saddama zostały rozgromione w Kuwejcie i na południu kraju sam Saddam utrzymał się u władzy. Szyici i Kurdowie wyczuwający słabość po dwóch przegranych wojnach niespełnionego autokraty, wzniecili w 1991 roku rewolty. Zwykle sobie odlegli, wyjątkowo posiadali wspólnego wroga i mimowolnie działali w tym samym celu – obaleniu znienawidzonego reżimu. Tym razem jednak los dla obu grup okazał się zgoła odmienny. Na pustynnych równinach na południu i w centrum kraju wojska rządowe zmiażdżyły szyicką rewoltę, której przewodził Badr.

Munazama Badr – Organizacja Badr, wojskowe ramię Najwyższej Islamskiej Partii Iraku będącej próbą przeniesienia przez Iran „islamskiej rewolucji” na grunt zdominowanego przez Szyitów Iraku. Po rozpoczęciu wojny iracko – irańskiej Badr przeniósł się do Iranu skąd powrócił wzniecić ww. rewoltę przeciwko Saddamowi.

Na północy ustanowiona przez ONZ strefa zakazu lotów i sprzyjające wojnie obronnej góry pozwoliły Kurdom wywalczyć autonomię. Po cierpieniach w wyniku trwającej w 1988 roku przeciwko nim operacji o znamionach ludobójstwa – Al Anfal była to forma dziejowej sprawiedliwości. Co ciekawe w tamtym okresie Kurdowie i Szyici w Tuz Chormatu wspólnie działali, aczkolwiek ukształtowanie terenu uniemożliwiło osiągnięcie zwycięstwa. Mocno zniszczone miasto wróciło pod bezpośrednią kontrolę bagdadzkiego rządu.

Do czasu Drugiej Wojny w Zatoce miasto pozostawało relatywnie spokojne. Wszystko zmieniło się po ostatecznym upadku dyktatury Saddama. Skorumpowany kraj pod okupacją amerykańskich, brytyjskich, polskich i australijskich wojsk zaczął stopniowo zatapiać się w odmętach religijnej wojny między sunnitami i szyitami. Karty się odwróciły i tym razem to sunnici zaczęli być dyskryminowani. Wcześniejsza dyktatura zapewniała im pewien parasol ochronny kosztem szyitów, po demokratyzacji kraju zgodnie z demografią władzę objęli szyici. Apogeum nowej eskalacji przemocy, często definiowanej po prostu wojną domową, przypadło na lata 2006-2008. Z jednej strony szyickie komanda dokonywały rajdów na sunnitów, z drugiej sunnici dokonywali zamachów bombowych pod szyickimi meczetami. Powszechne były porwania, zabójstwa i inne formy zdecentralizowanej i chaotycznej walki mającej jak najboleśniej uderzyć w wrogą sobie grupę religijną. Mimo, że nakręcona spirala przemocy zaczęła ustawać po 2008 roku to wzajemna wrogość i poczucie niesprawiedliwości, zwłaszcza u sunnitów były nadal bardzo wyraźne i tylko czekały aby ponownie wybuchnąć. Nie można było wymazać z pamięci, dosłownie, wielu tysięcy ofiar (szacunki są bardzo rozbieżne) w ciągu roku czy dwóch. Rany tkwiły zbyt mocno w irackim społeczeństwie.

Tuz Chormato boleśnie doświadczyło tego okresu (2003 – 2014). Otrzymaliśmy bardzo rozbieżne dane, natomiast pewne jest i to się potwierdza u wszystkich stron, że w wyniku agresji nieporównywalnie bardziej poszkodowani zostali turkmeńscy szyici. Pod szyickimi meczetami czy miejscami spotkań takimi jak restauracje czy bazary „sunnickie” bomby wybuchały wręcz regularnie. Po stronie kurdyjskiej jeśli już dochodziło do ataku to częściej celem były silnie bronione siedziby partii (PUK lub PDK) stąd znacznie mniejsza liczba ofiar cywilnych. Od jednej osoby (z względu na bezpieczeństwo nie podajemy żadnych danych umożliwiających identyfikacje) otrzymaliśmy dane iż w tym okresie zginęło 1355 Turkmenów i 55 Kurdów. Ponoć tylko jednego dnia wybuchło ponad 20 bomb (od kilku osób z obu stron słyszeliśmy liczbę od 20 do 25). Nawet jeśli nie są to do końca poprawne informacje to i tak obrazują dysproporcję w ofiarach, która zrodziła u szyitów nieufność i poczucie krzywdy, w których to efekcie zaczęły się pojawiać teorie spiskowe zarzucające Kurdom współpracę z sunnickimi ekstremistycznymi organizacjami. Wbrew pozorom nie są całkowicie bezpodstawne ataki. Mimo, że iracki Kurdystan na tle sąsiadów wyróżnia się tolerancją religijną, to nie można nie zauważyć, że wielu Kurdów ma bogatą przeszłość w formacjach islamistycznych. Walczyli tak i w różnych odłamach z afiliacjami z Al-Kaidą (rebelia islamistów w rejonie Halabdży w latach ’00 – ’03) jak i, prawdopodobnie w sile nawet tysiąca, w Państwie Islamskim. Oczywiście w skali całego kurdyjskiego narodu są to relatywnie nieduże liczby natomiast na pewno odciskają swoje piętno w szyickiej antykurdyjskiej retoryce, która przecież funkcjonuje bardzo instrumentalnie i wykorzystuje każdą okazje aby uderzyć w swoich przeciwników.

Ostatnim etapem w historii jest pojawienie się w Iraku Państwa Islamskiego – Daesz. Wynikało to przede wszystkim z opuszczenia Iraku w 2011 roku przez wojska amerykańskie (w związku z tym eskalacji walk w obliczu nieporadnych sił rządowych) i znaczących sukcesów rebeliantów, w tym już wtedy, sunnickich ekstremistów, w pogrążonej w wojnie domowej, Syrii.

Daesz to pogardliwe określenie Państwa Islamskiego używane powszechnie w całym świecie islamskim. Poprawna i pełna nazwa to Daulat Islami (Państwo Islamskie).

Wielu sunnitów przyjęło to z nadzieją i satysfakcją, formą wytchnienia, wielu zdecydowało się dobrowolnie partycypować w jego strukturach. Było to efektem coraz dotkliwszych szykan i dyskryminacji ze strony szyickiego rządu premiera Nuri Al – Malikiego (2006 – 2014). Daesz mimo swojego radykalnego i nierzadko zbrodniczego charakteru działania potrafił skutecznie bronić sunnitów, niestety, nierzadko także dając im szansę do nieadekwatnej zemsty według klucza ślepej odpowiedzialności zbiorowej. W żadnym wypadku nie próbuję wybielać Pastwa Islamskiego – celem jest wyłącznie wyjaśnienie skąd tak wielu arabskich sunnitów poparło Daesz. Dlaczego Kurdowie równie masowo tego nie zrobili? Odpowiedź jest prosta – gdyż byli w stanie sami siebie obronić.

Wróćmy do 2014 roku. Wojska rządowe opuściły wtedy całą północną część Iraku rozpoczynając tym samym wyścig między szturmującym z Syrii Daesz, a kurdyjską Peszmergą o ziemię niczyją. Dżihadyści praktycznie bez walki zajęli wtedy między innymi dwumilionowy Mosul i wiele miast na Tygrysie.

Za to w ręce Kurdów wpadł Kirkuk wraz z wielkim polem roponośnym w jego okolicy, w tym też właśnie Tuz Chormatu. Następnie co bardzo znamiennie w tej analizie to Daesz zaatakował pierwszy Peszmergę, a nie Peszmergowie Daesz. Kurdowie do samego końca mieli nadzieję, że Daesz to jedynie nowe wcielenie trawiącego od wielu lat Irak konfliktu między sunnitami i szyitami, konfliktu, przy którym Kurdowie stali z boku nie opowiadając się po żadnej ze stron. Tym razem to nie wystarczyło. Jednak mimo dominującej w zachodnich mediach kurdyjskiej propagandy nie można nie zauważyć, że tak jak gwałtowanie walki wybuchły tak i gwałtownie ustały. Faktycznie miały bardzo burzliwy charakter, temu nie można zaprzeczyć, natomiast już od 2015 roku aktywność Peszmergi ograniczała się do umacniania swoich pozycji w celu utrzymania etnicznie uzasadnianych zdobyczy. Kurdowie liczyli się i nadal się liczą z tym, że Bagdad nie pogodzi się z oddaniem terenów poza oficjalnym terytorium Irackiego Kurdystanu.

Reasumując Kurdowie dbali prawie wyłącznie o swoje bezpieczeństwo i o swoje interesy. Ciężko się im dziwić, świat jakoś nie kwapił się im pomagać, a wręcz, tak jak podczas masakry w Halabdży (1988) pośrednio partycypował w rzezi kurdyjskich cywili tylko dlatego, że byli wspierani przez Iran przeciwko Saddamowi. Tak czy siak uwzględniając, w pełni uzasadniony, kurdyjski egoizm należy przestać się dziwić iż turkmeńscy szyici nie czują i nie zamierzają czuć żadnego związku z Kurdystanem…

Sunnicki ekstremizm klinem w kurdyjsko – turkmeńskich relacjach

Wraz z uderzeniem Daesz z początkiem lata 2014 we wschodniej części prowincji Salah Al-Din (jedna z najbardziej skorumpowanych prowincji Iraku, w której znajduje się Tuz Chormatu) w kierunku granicy z Iranem turkmeńska nieufność w stosunku do Peszmergi tylko narastała. Przełomowym momentem było dramatyczne oblężenie niewielkiej szyickiej miejscowości na południe od Tuz – Amirli. Turkmeni heroicznym wysiłkiem dotrwali odsieczy Hashed bardzo aktywnie wspieranych z lądu i powietrza przez Iran. Niebagatelny wpływ na przetrwanie enklawy miały także zrzuty pomocy humanitarnej przez wojska zachodniej koalicji. Peszmerga faktycznie partycypowała w ofensywnie aczkolwiek Szyici podkreślają, że jej rola była żadna lub nieznacząca. Mimo iż ponad dwumiesięczne oblężenie zakończyło się szczęśliwie dla mieszkańców to ponownie poczuli się zdradzeni wręcz zarzucając Kurdom cichą współpracę z Daesz w celu ich anihilacji. Żeby jednak być sprawiedliwym należy zwrócić uwagę, że Szyici często odmawiali kurdyjskiego wsparcia tłumacząc to albo swoją zdolnością do samoobrony i / lub albo też obawą o przejęcie władzy przez Peszmergę jak to się stało w Kirkuku.

Samo Tuz Chormatu w okresie opanowania przez wojska kurdyjskie nie zamieniło się w azyl bezpieczeństwa. Zamachy terrorystyczne stały się rzadsze natomiast nadal się zdarzały i zdarzały się, nadal, prawie wyłącznie po szyickiej stronie miasta. Sytuację doskonale wykorzystały bojówki Haszed przenikając w 2015 roku do wewnątrz miasta pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa. To był też zalążek otwartej konfrontacji między Hashedem, a Peszmergą. W tamtym czasie wzdłuż szyickich dzielnic wzniosły się betonowe ściany barykad dzielące tak wyraźnie żyjące do niedawna w zgodzie dwa narody. Znamiennym jednak faktem jest iż ostatnia bomba wybuchła ponad rok temu…

Wyjaśnień takiego stanu jest kilka. Po pierwsze nie ulega najmniejszej wątpliwości, że szyiccy bojownicy dokonali odwetowego ataku na arabskich sunnitów. Mieliśmy okazję odwiedzić największą dzielnicę zamieszkałą przed konfliktem przez wymienionych Arabów pod kontrolą Turkmenów i na własne oczy przekonać się jak wygląda sytuacja. Kurdowie zapewniali nas, że nie mieszka tam żaden Arab – wszystkich wyrzucono lub zamordowano (podawano liczbę od 600 do 700), a większość budynków wysadzono w powietrze. Częściowo kłamali. Tak, to prawda, że dzielnica doświadczyła czystki etnicznej – jesteśmy o tym przekonani. Ilość napisów na murach informujących o chęci sprzedaży domu lub gloryfikującym Hashed i islam szyicki jest doskonałym wyznacznikiem. Udało nam się także znaleźć szczątki domu, który z całą pewnością został wysadzony w powietrze. Natomiast nie ma mowy o kompletnej destrukcji dzielnicy. Co więcej spotkaliśmy całkiem sporo osób pochodzenia arabskiego (długie szaty w większości przypadków bezbłędnie dają o tym znać) kręcących się po uliczkach. Swoją drogą należy podkreślić, że większość arabskich sunnitów pozbawiona możliwości powrotu na strefę pod kontrolą rządu znalazła schronienie po stronie kurdyjskiej. Bez najmniejszych wątpliwości można powiedzieć, że Kurdowie mimo przesiąkających ich ksenofobii i rasizmu odpowiadają za najmniejszą liczbę przesiedleń jednocześnie zapewniając schronienie wszystkim bez znaczenia na wyznanie czy narodowość.

Wracając jednak do meritum pacyfikacja sunnickiej dzielnicy i zapewne też w związku z tym eliminacja jej radykalnego elementu znacząco poprawiła bezpieczeństwo szyitów. Nie doszukuję się sprawiedliwości w stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej, jestem przekonany, że jakiekolwiek kontakty z Daesz posiadali jedynie nieliczni Arabowie – po prostu stwierdzam fakt, że w tej masie, w którą szyici uderzyli musiały też znajdować się komórki islamistów.

Po drugie pojawiają się głosy ze strony kurdyjskiej, że część zamachów to były specjalnie przygotowane przez służby irackie prowokacje mające pokazać Turkmenom, że Peszmerga jest niezdolna do zapewnienia im bezpieczeństwa i tym samym przygotować podatny grunt pod działania żołnierzy Hashed. Osobiście jestem sceptycznie nastawiony do tej hipotezy. Nie wykluczam, że taka sytuacja mogła mieć miejsce aczkolwiek zamachy nie pojawiły się nagle w 2014 roku tylko trwały od 2003 roku więc jest to wieloletni proces kształtujący postawy turkmeńskich Szyitów.

Po trzecie i chyba co najważniejsze rządowe ofensywy w 2015 roku odrzuciły Daesz daleko spod Tuz Chormatu i następnie zmusiły do walki na wielu frontach tym samym koncentrując działania jego bojowników na regularnych walkach, a nie na partyzantce z użyciem bomb przeciwko cywilom.

Tak czy siak w świadomości Turkmenów zniknięcie Peszmergi i pojawienie się Hashed wiąże się z zakończeniem chowania bliskich po zamachach ze strony sunnitów i równocześnie wiąże się z rozpoczęciem bezpośrednich walk z Kurdami. W Iraku jedna wojna się kończy, kiedy druga się zaczyna…

Podzielone miasto

Obie strony z rozbrajającą pewnością informowały nas, że stanowią zdecydowaną większość populacji Tuz Chormatu rzędu 60-70 procent. Faktycznie na ten moment podanie precyzyjnej struktury etniczno-religijnej miasta jest bardzo trudne. Wieloletnie roszady i ostatnie czystki etniczne na pewno zaburzyły przeszłe liczby. Natomiast bezspornym faktem jest, że przed wojną Tuz uchodziło za jedyną dużą miejscowość gdzie Turkmeni stanowili większość mieszkańców. Po spędzeniu pięciu dni i odwiedzeniu większości dzielnic jesteśmy przekonani, że to Turkmenii są bliżsi prawdy. Zamieszkują gęsto zaludnione centrum i sporą część obszaru pokrytego domami. To czy stanowią absolutną większość zależy od tego jak dużo Arabów pozostało w mieście (a pozostało niewielu). Tak czy siak proporcja jest wyrównana i żadna strona nie zdominowała demograficznie miasta.

tuz_chormato

Dodatkowym aspektem, raczej komicznym, będącym poniekąd nierozłączną częścią bliskowschodniego pejzażu było uzasadnianie kurdyjskości lub turkmeńskości miasta argumentami quasi-historycznymi i quasi-językowymi. A to, że pierwszy czyiś dom powstał dopiero w roku X, a to, że nazwa z całą pewnością pochodzi z tego i tego języka. Nie ma sensu rozwijać tego tematu – bliżej mu do kącika humorystycznego niż poważnej analizy.

Obecnie Tuz Chormatu jest bardzo wyraźnie podzielone na część turkmeńską pod kontrolą prorządowych milicji szyickich i część kurdyjską pod kontrolą kurdyjskiej służby bezpieczeństwa Asajisz. Geograficznie podział wygląda tak:

  • Na zachód od głównej drogi (Kirkuk – Bagdad) całość miasta znajduje się pod kontrolą rządu. Włącznie, w dużej mierze już byłą, dzielnicą sunnickich Arabów.
  • Północny skrawek po wschodniej stronie drogi i dalej większość wschodniej części miasta jest w kurdyjskich rękach. Pod kontrolą Kurdów jest też ratusz miejski.
  • Wzdłuż samej głównej drogi po jej wschodniej części wraz z centrum miasta z jego głównymi instytucjami rozciąga się ponownie kontrola Szyitów. Uliczki między strefami kontroli w tej części są poprzecinanie mniejszymi i większymi punktami kontrolnymi.
  • Sama główna droga jest pod kontrolą Peszmergi, główne wjazdy do szyickiej części miasta są poprzedzone punktami kontrolnymi.
  • Przejazd pod wiaduktem w około połowie głównej drogi jest pod kontrolą Turkmenów dzięki czemu w przypadku konfliktu obie części miasta zachowają relatywnie bezpieczną łączność.

Znacznie bardziej skomplikowana sprawa jest z grupami Hashed, których w mieście funkcjonuje kilka. Przekazuję dwie usłyszane kolejności według siły formacji.

Dowódca i rzecznik Hashed na północny Irak:

  • Badr
  • Asaib Ahl al-Haq (Liga Sprawiedliwych)
    Obecnie prawdopodobnie druga albo i najsilniejsza formacja Hashed. Wcześniej walczyła przeciwko wojskom koalicji. Zarzuca się jej dokonanie wielu zbrodni przeciwko sunnitom.
  • Kataib Hezbollah

Burmistrz Tuz Chormatu:

  • Badr
  • Saraya al-Chorosani (Brygady Chorosańskie)
    Formacja bezpośrednio szkolona i zbrojona przez Iran.
  • Kataib Hezbollah
  • Saraya al-Salam (Brygady Pokoju)
    Wywodzą się z Armii Mahdiego walczącej bardzo aktywnie z wojskami koalicji. Im także zarzuca się dokonania wielu zbrodni przeciwko sunnitom.

Są to oczywiście jedynie luźne i niepewne szacunki.

Rzecznik Hashed zapewniał nas, że wszystkie formacje ściśle ze sobą współpracują i nie ma miejsca na żadne konflikty. Według niego jest to skutkiem zjednoczenia na płaszczyźnie religijnej, a nie politycznej. Wiele jednak wskazuje, że są to wyłącznie puste slogany. Po pierwsze gryzie się to z udziałem, niewielkim ale jednak, sunnickich Turkmenów czy chrześcijan w ramach Hashed. Wieloreligijny charakter, który próbuje promować iracki rząd sugeruje jednak dalekie upolitycznienie Hashed co musi implikować wewnętrzne konflikty o dominującą pozycję i w efekcie o samą władzę. Kurdowie zapewniali nas, że po szyickiej stronie Tuz Chormatu dochodziło wielokrotnie do walk między grupami jednak po stronie szyickiej nikt tego w żadnej rozmowie nie potwierdził (oczywiście mogło to wynikać ze strachu aczkolwiek rozmówcy na wystraszonych nie wyglądali).

Zapytaliśmy także kilka osób, który z religijnych przywódców jest dla nich ważniejszy: irański najwyższy lider Ali Chamenei czy iracki Ali as – Sistani. Ku naszemu zaskoczeniu większość odpowiedzi stawiała znak równości między nimi co obrazuje jak ogromny ideologiczny wpływ ma Iran na sytuację w Iraku. Poza tym każda wysoko postawiona osoba poznana przez nas po turkmeńskiej stronie (komendant policji, rzecznik Hashed) posługiwała się płynnym perskim. Można to tłumaczyć kulturowym odciskiem, ale w mojej ocenie to tylko kolejny dowód na oddziaływania Iranu w Iraku.

Po podziale po obu stronach barykad istnieją dwa oddzielne bazary – kurdyjski i turkmeński. Kurdowie zapewniali nas, że na bazarze turkmeńskim nie ma żadnych Kurdów ani Arabów, za to Turkmenii zapewniali nas, że na bazarze kurdyjskim nie ma żadnych Turkmenów ani Arabów. Przewrotnie okazało się, że wszyscy kłamali… Arabowie handlowali na obu bazarach, tymczasem poza pojedynczymi wyjątkami nie spotkaliśmy Kurdów po stronie turkmeńskiej i Turkmenów po stronie kurdyjskiej. Wszyscy zaręczali, że dochodziło w przeszłości do licznych napaści, kradzieży, pobić i porwań stąd wzajemny strach przed wizytami.

W mieście cały czas teoretycznie funkcjonuje rada miejska składająca się z 21 przedstawicieli – po siedmiu z każdej grupy tworzącej tkankę miejską – Kurdowie, Turkmeni, Arabowie. W praktyce praca ratusza jest sparaliżowana. Prawie wszystkie urzędy znajdują się po stronie turkmeńskiej, która nie uznaje kurdyjskiego prezydenta i oczekuje poleceń z Bagdadu lub Tikritu (najbliższe duże miasto pod kontrolą rządu). Ciężko się dziwić obecnej sytuacji. Mimo kurdyjskich aspiracji podstawowe usługi i pensje dla pracowników sektora publicznego są finansowane przez Bagdad, a nie Erbil. Inwestycje dokonane przez rząd kurdyjski miały wyłącznie charakter punktowy, wręcz propagandowy. W Tuz Chormatu nie ma większych problemów z energię elektryczną i wodą. Natomiast powszechnym i uciążliwym problemem jest niezdolność służb komunalnych do radzenia sobie z odpadami, które zalegają na każdym kroku.

Ostatnia prosta

Ważnym wydarzeniem poprzedzającym okres względnej i złudnej stabilizacji był wybuch walk w mieście wczesną wiosną 2016 roku. W starciach, które ogarnęły jedną trzecią zabudowy zginęło co najmniej kilkanaście osób. Wtedy zwaśnione strony przy irańskiej mediacji zgodziły się na deeskalację – niebagatelny wpływ na to bezdyskusyjnie miało rozpoczęcie ofensywy wojsk rządowych na, będący wówczas jeszcze, w rękach Daesz Mosul. Oczywiście było to rozwiązanie jedynie tymczasowe utrzymujące impas, który wcześniej czy później musiał zostać rozstrzygnięty na korzyść jednej ze stron.

W celu częściowego usatysfakcjonowania i Kurdów i Turkmenów była próba wprowadzenia porozumienia, którego jednym z kluczowych punktów było ustanowienie wspólnych punktów kontrolnych. Próbowaliśmy ustalić jak wyglądał przebieg jego realizacji i dlaczego sumarycznie wycofano się z niego. Obie strony podały sprzeczne informacje. Kurdowie zapewniali, że istotą całej idei było sprowadzenie formacji spoza bezpośrednio zwaśnionych stron – to jest od strony Hashed mieli to być arabscy szyici z rejonu Nadżafu, a Kurdów miała reprezentować Peszmerga z PDK (przyp. W Tuz Choromatu stacjonuje(owała) Peszmerga PUK). Według reprezentanta PUK to Arabowie z Nadżafu zdecydowali się wrócić po kilku miesiącach nie akceptując kryminalnych działań pozostałych członków Hashed w mieście. Natomiast według przedstawiciela Hashed na punktach kontrolnych miała być iracka policja, której kurdyjski Asajisz i Peszmerga uniemożliwiały faktyczne funkcjonowanie. Faktem jest, że na głównej trasie były posterunki składające się z irackiej policji i Peszmergi. Formalnie nie wygląda to tak źle, lecz wypada przypomnieć o zerowej, nie więcej niż formalnej roli centralnych formacji w Tuz Chormatu.

Jaka jest liczebność Hashed w mieście? Sami siebie szacują na około 4000 osób, kurdyjski burmistrz podał liczbę 1700-1800. Ciężko powiedzieć jak jest naprawdę. Większość z nich nie jest stale pod bronią, ich fizyczna prezencja jest bardzo ograniczona. Na punktach kontrolnych na wjeździe do szyickich dzielnic stoi iracka policja, która de facto jest pod kontrolą szyickich bojówek. Jej rola jest marginalna, ale jest w stałym kontakcie ze swoimi „zwierzchnikami” – dzięki temu Hashed nie daje pretekstów Kurdom i nie wystawia się na pierwszą linią ognia jednocześnie zachowując kontrolę nad sytuacją. Wymownym przykładem jak daleka jest władza Hashed niech będzie nasze trzecie wejście, tym razem już z potwierdzeniem, do szyickiej dzielnicy. Każda kontrola, bez znaczenia na to kto kontrolował, kończyła się natychmiastowo po wykręceniu jednego telefonu do przedstawiciela Hashed.

Bardzo ciekawą informacją uzyskaną, której jak większości niestety nie jesteśmy w stanie zweryfikować, było iż hashedzi bezpośrednio podlegający Iranowi mieli rozkaz znajdowania i mordowania oficerów walczących po stronie irackiej w czasie wojny irańsko – irackiej. Nawet jeśli jest to plotka to jej precyzyjny i bardzo niszowy charakter sugeruje założyć, że coś musiało być na rzeczy. Nie można tez wykluczyć, że Iran przy okazji rozlicza swoje dawne porachunki – tam pamięć o minionej wojnie w retoryce rządu jest cały czas żywa.

Ostatnim epizodem w chronologii wydarzeń jest rzecz jasna referendum i co pewnie nikogo nie dziwi otrzymane przez nas informacje okazały się być kompletnie rozbieżne i wzajemnie wykluczające się. Szyici podali, że frekwencja w Tuz Chormatu wyniosła 4 procent podczas gdy Kurdowie zarzekali się, że nie mniej niż 60 procent (Kurdowie razem z Arabami, którzy przestraszeni szyickimi represjami mieli głosować za niepodległością). Co ciekawe jednak nawet niektórzy Kurdowie nie zaprzeczali, że dochodziło do licznych nieprawidłowości czy wręcz fałszerstw (od głosowania przez jedną osobę w wielu komisjach po zmuszanie Arabów do głosowania na „Tak” czy wypełnianie wprost wielu kart naraz). Z drugiej zaś strony turkmeński bojkot referendum był posunięty zdecydowanie dalej aniżeli tylko zablokowanie utworzenia komisji do głosowania na terenie pod swoją kontrolą. Posiadanie palca umoczonego w atramencie (na karcie do głosowania składa się odcisk palca) było bardzo ryzykowne o czym informowali nas miejscowi. Doszło do kilku pobić. Pracownicy publiczni zostali ostrzeżeni, że udział w głosowaniu będzie implikował natychmiastowe zwolnienie – groźba bardzo poważna uwzględniając tragiczną kondycję irackiej gospodarki.

Epilog…

Pierwotnie planowałem postawić tezę jakoby ani rząd iracki ani Iran nie miały interesu w pełnoskalowej wojnie. I w zasadzie nadal tak uważam. Natomiast wydarzyło się coś czego do końca nie przewidziałem.

Byłem świadomy, że rząd w Sulejmaniji (PUK) ma ścisłe i wieloletnie relacje z Iranem. PUK współpracował z Iranem podczas wojny iracko – irańskiej i następnie otrzymywał wsparcie od Iranu w trakcie kurdyjskiej wojny domowej (przeciwko PDK). Do dzisiaj prawdopodobnie największą groźbą dla PUK było i jest zamknięcie granicy przez Iran. Zostaliby wtedy ekonomicznie i w rezultacie także politycznie skazani na Erbil i relacje PDK z Turcją i na Irak. Z perspektywy polityki wewnętrznej dla PUK niepodległość Kurdystanu kosztem relacji z Iranem jest nie do przyjęcia – oznaczałoby to zejście w cień, a w skutku możliwe, że i powolną zagładę. Kurdowie mogą zarzekać się, że „niepodległy Kurdystan” jest dla nich najważniejszy ale wszystko do tej pory pokazywało, że znacznie ważniejsza dla nich jest pozycja swojego klanu/rodziny.

Osobiście zakładałem, że bez znaczenia na to czy będzie to autonomiczne działanie czy zewnętrzny wpływ za eskalację będzie odpowiadać Hashed. Mianowicie nie zdziwiłoby mnie tak samo gdyby to Hashed niezależnie od Bagdadu uderzył na Peszmergę w Tuz Chormatu jak i gdyby to Iran lub Bagdad wydał rozkaz do ofensywy. Nie wykluczałem też, że rząd iracki może dopuszczać się prowokacji rękami Hashed w celu znalezienia dobrego pretekstu do wypowiedzenia wojny (na przykład ochrona Szyitów przed kurdyjską przemocą). Za taką tezą stoją wewnętrzne podziały i mnogość organizacji wchodzących w skład Hashed al-Shabi co pozwala punktowo działać wykorzystując przykładowo tylko jedną lub niektóre formacje do tego typu działań.

Przez cały okres pobytu w Iraku obie strony zapewniały nas o swojej sile i zdolności bojowej. Przedstawiciel PUK w Tuz powiedział nawet, że „Gdyby chcieli to mogliby rozwiązać problem w 24 godziny. Nie robią tego tylko dlatego, że chcą utrzymać pokój”. Tymczasem przedstawiciel Hashed podawał niestworzone statystyki jakoby na 73 zabitych peszmergów zginął tylko jeden ich żołnierz. Inaczej mówiąc wszyscy żyli jakby w równoległej rzeczywistości nie mającej wiele wspólnego z prawdą.

Niezaprzeczalnym natomiast faktem jest, że to bojownicy Hashed od trzech lat (a niektóre jego grupy i od ponad dziesięciu lat) są nieprzerwanie w boju korzystając z zachodniego sprzętu podarowanego im przez bagdadzki rząd (który to wcześniej otrzymał je rzecz jasna od państw europejskich i Stanów Zjednoczonych) i wsparcia Iranu. To bojownicy Hashed w dużej mierze odbijali Tikrit, Ramadi, Faludżę i w końcu Mosul i Havidżę. Część z nich na pewno tez brała udział w starciach w Syrii po stronie rządu Assada. W tym samym czasie Peszmerga grzała się w okopach sporadycznie tylko włączając się do walk. Nie chcę nikogo dyskredytować ale dysproporcja w zaangażowaniu zbrojnym jest ogromna, a doświadczenie i umotywowanie (którego szyickim bojówkarzom odmówić nie można) są bardzo ważne w wojnach domowych.

Rzecznik Hashed zapewniał nas, że interesuje ich jedynie niepodzielny Irak i nigdy nie zaakceptują, jak sami mówią, izraelskiego tworu jakim według nich jest iracki Kurdystan. W tym twierdzeniu kryją się dwa bardzo ważne, równorzędne sobie, niuanse. Po pierwsze głównym orędownikiem kurdyjskiej niepodległości faktycznie jest Izrael, w którego interesie jest jak najsłabsze i podzielone otoczenie. Po drugie obrazuje to po raz kolejny jak ważny w tej rozgrywce jest Iran, który od wielu lat posługuje się Izraelem będącym dla niego źródłem wszelkiego zła.

W jednym zgadzali się wszyscy nasi rozmówcy. Wojna wybuchnie po upadku Havidży – ostatniego liczącego się bastionu Daesz w tej części Iraku (gdy piszę te słowa trwa ofensywa wojsk rządowych w kierunku syryjskiej granicy w rejonie doliny Eufratu – 29 października).

Mieli rację.

Operacja w Havidży zakończyła się 8 października pełnym „wyzwoleniem” miasta z rąk Daesz.

Tydzień później, 15 października Hashed wraz z wojskami rządowymi uderzył zajmując z marszu Tuz Chormatu i Kirkuk. Kurdowie praktycznie nie stawili oporu. Jedynie w Kirkuku pojedynczy żołnierze PUK, uzbrojeni miejscowi i jak zawsze „first to fight” PKK podjęli krótkotrwałą i nierówną walkę z zdecydowanie silniejszym przeciwnikiem. Peszmerga PUK wycofała się na pozycje sprzed 2014 roku. Bez walki padł także Chanakin i miasta Niniwy. Przewodzący PDK i prezydent Kurdystanu Masoud Barzani był wściekły, skądinąd słusznie, oskarżając PUK o zdradę. PUK się bronił mówiąc o taktycznym odwrocie i niezdolności do stawienia oporu uzbrojonym w czołgi Hashedom. Tylko dlaczego do samego końca twierdził, że jest w stanie obronić swój naród? Dlaczego nie ogłosił ewakuacji z wyprzedzeniem albo chociaż, tak jak zrobili Serbowie w Krajinie w 1995 roku po cichu nie rozpuścili informacji, że koniec jest bliski i nic na to poradzić nie mogą? Zdradzili. To nie ulega wątpliwości.

Dlaczego?

Prawdy nie poznamy. Ale wszystko wskazuje na to, że za wszystkim stoi Iran. Upokorzony PUK bez Kirkuku, pola roponośnego (które swoją droga i tak było pod kontrolą władzy w Ebilu) i Chanakinu przetrwa. Bez Iranu nie. Ironia losu, że 23 lata wcześniej to Barzani wezwał na pomoc wojska Saddama aby walczyć ze swoim oponentem – przywódcą PUK Dżalalem Talabanim.

My oglądamy film z Tuz Chormatu. Wznoszące się płomienie trawią kolejne kurdyjskie sklepy. Tam kupowałem swoje kilogramy granatów, tam zjedliśmy kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt kebabów. Po raz kolejny w swoim życiu widzę brutalną granicę między przeszłością, a przyszłością.

Kurdyjskie słońce zaszło ustępując miejsca szyickiemu półksiężycowi.

 

To kolejny reportaż, na który poświęciłem ogrom czasu i pracy. Sporo ryzykowałem. Nic na tym nie zarabiam. Liczę, że docenisz to. Dzięki!