Oblodzone Naddniestrze

4 lata temu (17 stycznia 2015)

Ostatni stop przed Naddniestrzańską Mołdawską Republiką. Obok mnie wsiada starsza pani, pridnistrievianka. Pada pytanie od kierowcy. Petarda. Do końca nie będzie cicho. „A dlaczego wy się uważacie za Rosjan? Jest taka narodowość jak Naddniestrzanin?! Jak DNRowiec?!”

Nawet tutaj wojna trwa w najlepsze. Ta w głowach. Pytam w okienku pogranicznika, troche prowokacyjnie: „A u was jak tam? Spokojnie?”. Dostaje paszport do ręki: „Spokojniej niż wszędzie.” Pierwomajsk. Nie, nie ten w Donbasie.

Miałem odpocząć od Donbasu ale on mnie sam znajduje.

_MG_6845

Za górami, za lasami, za wieloma wioskami… dobra. W zasadzie to za jedną rzeką, Dniestrem i to też nie do końca są sobie ludzie, którzy sobie żyją. Marnie ale stabilnie. Tak sowiecko, tak socjalistycznie. Na garnuszku Rosjan. Ale Smirnov, pierwszy, wieloletni prezydent Naddniestrza sprawił, że ten śmieszny kraj istnieje tak jak chce. Homo Sovieticus chcą żyć po sowiecku więc tak żyją. Ukrainę rozkradli oligarchowie, w Mołdawii to samo tylko w zasadzie nie było co kraść, no poza nerkami i dziwkami ale to już nie takie proste zadanie jak sprywatyzować fabrykę. A Naddniestrze? Elektrownie państwowe, fabryki państwowe, ziemia państwowa, drogi równe. Tylko sieć supermarketów (i nie tylko), defacto monopol, Sheriff pozostaje w rękach mafijno-politycznych z licznymi zwolnieniami podatkowymi. Ale szeryfowe markety to nie byle jakie! Biedronka to ścierwosklep dla biedaków-cebulaków! W Szeryfie tak jak na Białorusi funkcjonuje sztuczne zatrudnienie. Kolejki do kasy?! Zapomnij, zawsze jest jakaś wolna.

Uwielbiam ten kraj. Powiedział libertarianin. Na poniższych zdjęciach Pierwomajsk i Dniestrowsk.

Tak, naprawdę. Próbowałem coś złapać na tej drodze xD I nie, nie udało się. Nic nie jechało. Ale to tylko ten jeden raz. Pozostałe próby stopa na absurdalnych, drugo i trzeciorzędnych drogach w najbiedniejszych zakamarkach w Europie kończyły się sukcesem.

_MG_6894

W końcu po zdobyciu pewnie całego pasma szczytów wokoło Pierwomajska. Uwaleniu się błotem i śniegiem dotarłem do drogi i złapałem stopa do Dniestrowska. Przejeżdżamy obok wielkiej elektrowni gazowo – węglowej. Ona zaopatrza w prąd jednocześnie Naddniestrze, Mołdawię i Ukrainę. Istnieje na rachunek Moskwy.

Wbijam do hotelowej knajpy. Ciężki sajuz, więcej nie ma niż jest w menu, w tle cudowna ruska muzyka. Lata 90te wiecznie żywe. Śmiać się możecie ale obecnie w Naddniestrzu żyje się lepiej niż u sąsiadów. Przynajmniej nie wyłączają prądu jak na Ukrainie. I drogi są lepsze.

O przyszło jedzenie! Ruble Naddniestrzańskie wydam mam nadzieje z przyjemnością!

_MG_6911

Mam mieszane uczucie co do tego miejsca. Bendery to najtrudniejsze miejsce w Naddniestrzu. Znajduje się już po „mołdawskiej” stronie Dniestru, Besarabii. W mieście przed wojną mieszkało tam 40 tysięcy Mołdawian, znacznie mniej niż prawie 60 tysięcy Rosjan i kolejne 25 tysięcy Ukraińców, którzy stanęli po jednej stronie rosyjskojęzycznej. To tutaj trwały najcięższe walki, jest solą w oku dla Kiszyniowa.

_MG_6999

Pomnik poświęcony obrońcom miasta przeciw „mołdawskim nacjonalistom”. Podoba mi się ten napis. Nie „faszystom”, „nazistom” tylko „nacjonalistom”. Tuż obok znajduje się rosyjska baza w twierdzy i umocniony post.

Kurcze no. Zalatuje prorosyjsko…
W przypadku Osetii Południowej (popieranej przez Rosję) częściowo popieram separatystów.
Abchazji (też popieranej) mam neutralny stosunek mając świadomość brutalizacji konfliktu z obu stron i gruzińskiej większości przed wojną.
Karabachu (tak samo) popieram separatyzm jednak podkreślam czystki etniczne dokonane przez Ormian.

Ale co ciekawe o ile Osetia, Abchazja i Karabach to były konflikty etniczne to Naddniestrze i Donbas są to konflikty dużo bardziej na tle ekonomicznym. Analogia językowa (Naddniestrze wybuchło kiedy Mołdawia nie zgodziła się aby językiem konstytucyjnym był rosyjski i wyrażała chęci zjednoczenia z Rumunią) i poparcie przez Rosję jest wyraźne.

Naddniestrze jest za to na pewno dużo mniej mołdawskie niż Donbas ukraiński. W ogóle warto dopisać jakim cudem ten śmieszny skrawek znalazł się w Mołdawskiej SSR. Ano Wielki Brat kombinował jak to anektować rumuńską Besarabię. Więc wymyślił, że na jakimś absurdalnym skrawku założy mołdawską autonomiczną republikę i na tej podstawie zmusi Rumunię do oddania Besarabii no, bo to tutaj jest prawdziwa Mołdawia… pretekst i realizacja skrajnie głupia ale kogo to obchodziło w 40-tym roku. Prawo silniejszego, Rumunia po tym zdecydowała, że jest jej bardziej po drodze z Hitlerem (mimo utraty Siedmiogrodu na rzecz faszystowskich Węgier).

W ogóle jeszcze taka ciekawostka. W świecie sowieckim trudno się robi zdjęcia ludziom. Są przestraszeni, boją się, pewnie pozostałość po starym totalitarnym systemie. Potrafią być nawet agresywni. Gdyby każdego z osobna pytać o zgodę (a w zasadzie w ich mniemaniu „razrieszenie” – pozwolenie) na fotografowanie to w ogóle nie dałoby zrobić żadnego zdjęcia. A tak uśmiechasz się, bach, bach, bach, robisz, uśmiechasz się i dziękujesz. Zaskoczeni, zdziwieni, pozamiatane. Jak ktoś jest wyjątkowo urażony to na jego oczach usuwasz, sporadycznie ale zdarza się.

Może też chodzi o to, że w sajuzie ludzie potrzebują władzy, jeśli już ją mają to muszą nadużywać. Widać to na absolutnie każdym szczeblu funkcjonowania wschodnich społeczeństw (u nas jest dużo lepiej). I wiecie, taki homo sovieticus (czytała Krystyna Czubówna) chce poczuć tą namiastkę władzy, może NIE POZWOLIĆ zrobić zdjęcia! Poważnie potrafią powiedzieć „A czy dostałeś pozwolenie na robienie mi zdjęć?”. Dosłownie. To też bardzo sowieckie – poruszanie się po biurokratycznej terminologii – „pozwolenie” to słowo klucz.

Ale w Naddniestrzu nikt ani razu nie miał do mnie pretensji o robienie zdjęć. Ludzie uśmiechnięci, czasem zaskoczeni ale w nie spotkałem się z negatywną reakcją! Był jeden wyjątek i to nie „Naddniestrzanin” ale to temat na oddzielną opowiastkę.

Przy okazji montowania filmu trafiam na perełki i fleszbeki 😉

Na przystanku w Benderach poznajemy Ukraińca, z Kijowa, też autostopowicz. Wsiadamy do autobusu. Słyszę słowa klucze. Mówię po cichu do Magdy „Petarda wrzucona”, pyta „O co Ci chodzi?”, odpowiadam „Zaraz się dowiesz”.

„Krym to ukraińska ziemia!”
„Dlaczego zabijacie sami swoich?!”
„W donieckim lotnisku do niewoli dostali się oficerowie rosyjskiej armii!”

Udaje dojechać się bez rękoczynów.

Wojna jest w głowach.

_MG_7024

Ambasady Abchazji i Osetii Południowej w Tyraspolu! Niestety były zamknięte. Moim życiowym celem jest ubiegać się o obywatelstwo Naddniestrza w ambasadzie tejże republiki w Sukhumi, stolicy Abchazji. W końcu się uda.

Chytry plan.

Naddniestrze wbrew durnej propagandzie nie jest centrum świata przestępczego ALE w związku na panujący tam biurokratyczny chaos i niedostępność dyplomatyczną dla innych podmiotów jest idealna aby ukryć się tam po napadzie na bank. No bo jak to? Polska prokuratura poprosi o ujęcie i następnie ekstradycje p. Ryczka policję i prokuraturę kraju, którego nie uznaje?

_MG_6991

Apropos Naddniestrza chodzą legendy jakie to jest straszne państewko i jak tam rosyjska armia grozi całej Ukrainie. To doprecyzujmy. W Naddniestrzu faktycznie stacjonuje rosyjskie wojsko w ramach MC (Миротворческие силы – siły pokojowe). Krzykniecie, że to typowa przykrywka w stylu Rosjan. Nie do końca. Te siły tworzą równolegle wojsko Naddniestrza, Mołdawii i Rosji czyli defacto dwóch stron konfliktu (sic!) i gwaranta pokoju czyli 14-ta rosyjska armia. W Naddniestrzu ta armia uchodzi za bohaterów, praktycznie wszystkie wypowiadające się w temacie osoby podkreślały, że to dzięki nim w Naddniestrzu zapanował pokój. Nie zgadzacie się? Powiedzcie to im, nie mnie. Oni są zadowoleni. Może faktycznie lepiej im przy Rosji? Mołdawia w praktyce nie istnieje jako państwo, nie funkcjonuje, a UE głównie mami ją obietnicami, a Naddniestrze za to jest naprawdę utrzymywane przez Moskwę. Tańszy gaz i prąd, stabilny kurs waluty są głównym wyznacznikiem lepszego statusu od sąsiadów.

Nie, nie jest tam idealnie, jest tam źle. Ale zanim spokojnie opowiem chcę skontrować krytykę.

_MG_7149Rozmawialiśmy z Mołdawianinem na granicy w Benderach (obok Dubasar to w nich odbywały się silne walki) właśnie z MC. Powiedział, że dzięki temu „bumaszniemu” (na kartce – fikcyjnemu) konfliktowi ma pracę i w zasadzie to cieszy się z tej sytuacji. Poza tym podkreślił, że Mołdawia rozsadza się od wewnątrz, bo poza Gagauzją także północne rejony z Bielcami chcą zerwać z Kiszyniowem. W zasadzie to Naddniestrze jest obecnie najmniejszym problemem Mołdawii… kiedy padły ostatnie strzały? Mało kto pamięta.

Ogólnie jeśli ktoś spogląda w tamte rejony to powinien skupić się na Gaguazji. Naddniestrze to co najwyżej małe korekty granic. Na aneksję przez Rosję Naddniestrzanie póki co nie mają co liczyć. W najlepszym wypadku porozumienia na wzór Abchazji gdzie Rosja ekonomicznie defacto dokonała aneksji (mam na myśli NIE kolonizację, a aneksję – wzięcie na siebie ciężaru obciążeń socjalnych i utrzymania usług komunalnych) ale politycznie pozostawiła jako quasi niezależny twór.

Swoją drogą to właśnie do Gaguazji planuje się wybrać w kolejnym „lajtowym” tripie 😉

Kraj, który można przejechać w dowolnym punkcie w ciągu pół godziny, w końcu liczy od kilku do kilkunastu kilometrów szerokości. Ale po co?! Przecież można jechać i jechać wzdłuż! Zacząłem od samotnego zjechania na południe do Dniestrowska i obecnie jesteśmy w Rybnicy na północy kraju. Nocujemy w polskiej parafii, niegdyś Rybnica była przecież na terytorium Rzeczypospolitej.

Póki co spokojnie na granicach. Musieliśmy dzisiaj wyjechać i ponownie wjechać na innej granicy. Oczywiście poskutkowało to stopami przez kompletne dziury pośród mołdawskich winogronowych wzgórz. Rewelacja choć aut wiele nie było.

Swoją drogą w Naddniestrzu atmosfera świąt w pełni. W przeciwieństwie do Moldawii i Ukrainy tutaj nie ma problemów z prądem. A lasy światełek oświetlają nie tylko stolicę – Tyraspol.